Glukozamina – czy zadziałała na mnie?

Wykupiłem w końcu receptę od lekarza. Zapłaciłem za dwa opakowania 100 zł w osiedlowej aptece. Poczytałem trochę ulotkę, poczytałem opinie na necie i wiecie co… Średnio mi się chciało to brać. Niby spośród stawów, najlepszy jest właśnie na kolana – odbudowuje chrząstkę stawową i zapobiega jej degeneracji. Ale możliwe skutki uboczne – jakieś niestrawności i wysypki… Do tego ten preparat zawiera aspartam, który przecież jest szkodliwym słodzikiem!

W internecie też zbyt dobrych opinii nie ma – ludzie piszą, że jest nawet nieźle, póki go biorą, ale potem wszystko wraca. No nie wiem, miałem mieszane uczucia, ale skoro już miałem go w domu, to stwierdziłem, że zaryzykuję.

Arthryl – opinia po prawie 2 miesiącach stosowania

Arthryl ma postać proszku – jedno opakowanie zawiera 20 saszetek. Jedną saszetkę proszku rozpuszcza się w szklance wody i pije raz dziennie w trakcie posiłku. Dobrze, że lekarz dał mi od razu trzy opakowania, bo musiałbym się znowu do niego fatygować po 20 dniach.

Na czas kuracji porzuciłem bieganie. Zamiast tego przemogłem się i chodziłem na basen – żeby nie stracić kondycji i pozostać w dobrej formie mimo problemów zdrowotnych.

Po miesiącu moje kolana miały się lepiej – nie powiem. Ciekawe na ile w związku z przerwaniem biegania, a na ile z braniem leków? Postanowiłem to sprawdzić i poszedłem na delikatną przebieżkę. Kolana wciąż się nie odzywały. Zacząłem nabierać nadziei, że może jednak w moim przypadku Arthryl się sprawdzi! Później poszedłem jeszcze kilka razy na delikatne bieganie – bez szaleństw. Wciąż było ok.

Następny miesiąc to już właściwie powrót do normalnej formy, chociaż dbałem o to, by nie przemęczać się za bardzo i zawsze dobrze się rozgrzewałem przed kolejnym biegiem.

Niestety potem minął 60 dzień kuracji i leki mi się skończyły. Czułem się jednak na tyle dobrze, że nie poszedłem do lekarza po następne saszetki. Nie zintensyfikowałem treningów, ale i tak po tygodniu ból wrócił. Przystopowałem znów z bieganiem na rzecz basenu, a mimo to dolegliwości się utrzymywały. Dokładnie tak, jak u wielu osób, których opinie czytałem wcześniej w internecie. Liczyłem, że u mnie będzie inaczej, ale niestety.

Nie byłem zadowolony z Arthrylu. Nie szukam leku, który działa tylko w momencie jego brania. Szukam czegoś, co da mi długotrwały efekt. Bo czy nie szkoda wątroby na jakieś aspartamy? :/

Zacząłem szukać czegoś o bardziej naturalnym składzie. Natrafiłem na stronę tabletek o nazwie Flexin500 i przyjrzałem się im bliżej. A właściwie opiniom o nich – żeby znowu nie powtarzać czyichś błędów. O dziwo, opinii pozytywnych było naprawdę sporo. Postanowiłem zaryzykować.

Flexin500 – nie tylko glukozamina!

Flexinu nie kupisz w standardowej aptece. Można go zamówić na stronie producenta Flexin500.pl – z bezpośredniego źródła. Jego cena jest tylko trochę wyższa od arthrylu – bo za 3 opakowania zapłaciłem 175 zł. Na pewno jednak bardziej się opłaca kupić od razu 3, bo jedno ma cenę 87 zł. Super, że dostawa jest darmowa – to zawsze jakaś oszczędność.

Jedno opakowanie Flexin500 to 90 tabletek – łyka się je 3 razy dziennie. Trochę mnie zaniepokoiło takie dawkowanie, ale ten suplement ma bardzo naturalny skład: glukozamina, ekstrakt roślinny, witamina C. Zero niepotrzebnych słodzików. Tak powinno być!

Zacząłem kurację i tak, jak poprzednie zarzuciłem bieganie, chodząc zamiast tego na basen. Efekty brania Flexinu odczułem jakoś po 2 tygodniach. Ból zaczął się zmniejszać i wreszcie po miesiącu nie czułem go już w ogóle. I znów, tak jak poprzednio, stopniowo zacząłem wprowadzać delikatne treningi biegowe. W dalszym ciągu wszystko było ok.

W zasadzie to czułem się na tyle dobrze, że chyba pominąłem parę tabletek, bo zwyczajnie o nich zapominałem. Trudno pamiętać o jakichś suplementach, jak człowiek po prostu nie odczuwa żadnych dolegliwości!

Nie chciałem jednak przedwcześnie się cieszyć. Ostatnio też dopóki byłem „na lekach” to było wszystko ok. Dlatego trochę z niecierpliwością czekałem aż 3 miesiące dobiegną końca.

I wreszcie – stało się. Mogłem zapomnieć o tabletkach. Tylko czy zapomniałem o bólu?

No cóż…. Zdecydowanie tak! Dzisiaj minął już miesiąc od tamtego momentu, wracam powoli do standardowych treningów, a kolana wciąż mają się świetnie. Flexin500 po prostu mi pomógł. Nie wiem czy na stałe, bo może mam po prostu naturalnie słabsze stawy albo złą technikę biegania (muszę to jeszcze skonsultować), ale nawet jeśli coś kiedyś się jeszcze zadzieje, to wiem co kupić. Flexin500 u mnie się sprawdził i wam też go polecam. Macie już z nim jakieś doświadczenia?

Only registered users can comment.

  1. Ja też brałam arthryl i mi to w sumie w ogóle nie pomógł, a jeszcze jakiejś wysypki od niego dostałam!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *